Śremski Wywiad: Dzień dobry, panie Piotrze!
Piotr Hoffmann: Witam serdecznie!
ŚW: Nasze wywiady służą temu, żeby lepiej poznać ludzi związanych ze Śremem. Na początku pada zawsze kilka prostych pytań. Pana ulubiony kolor?
PH: Oczywiście czerwony.
ŚW: Pana ulubiony film?
PH: „Kabaret” – stary film z Lizą Minnelli. Byłem nastolatkiem, jak go oglądałem. Najbardziej lubię kultową, symboliczną scenę rodzącego się faszyzmu, gdy młodzieniec śpiewa piosenkę pt. „Tomorrow belongs to me”. A drugi ulubiony film to „Milczenie owiec”, z uwagi na świetną grę aktorską.
ŚW: Ulubiony serial?
PH: Oczywiście „Stawka większa niż życie”. Byłem zakochany w Klossie. A ze współczesnych seriali bardzo lubię amerykańską adaptację książki Stephena Kinga „Dallas ’63”, pt. „22.11.63”.
ŚW: A widział pan „Gambit królowej”?
PH: Tak, obejrzałem zaraz po premierze. Fajny, zgrabny serial. Przysłużył się mocno do popularyzacji szachów.
ŚW: Pana ulubiona książka?
PH: Przeczytałem ich całe mnóstwo! [śmiech] Ale moją ulubioną jest chyba „Dzień Szakala” Forsyth’a – świetny thriller polityczny. A druga to „Szachista” Łysiaka. Łysiak nie jest wprawdzie z mojej bajki, ale jego książka jest świetna! Czytałem parę razy.
ŚW: Ulubiona piosenka?
PH: W życiu słuchałem tylko Młynarskiego, Okudżawy i Wysockiego. Ulubiona piosenka? „Mam zaśpiewać coś o cyrku” – Młynarskiego.
ŚW: Czy ma pan jakiś ulubiony cytat/motto życiowe?
PH: Jak chodziłem jeszcze do szkoły średniej i na studiach, żyłem zgodnie z zasadą, że lepiej grzeszyć i tego żałować, niż żałować, że się nie grzeszyło. Czy zostało mi to do dzisiaj? Chyba się trochę zdezaktualizowało…
ŚW: Ulubione danie?
PH: Golonka po bawarsku i święty spokój. Kultową golonkę po bawarsku robili w Odlewni, w której swego czasu pracowałem. Serwowano ją mniej więcej co trzy tygodnie w czwartki. Wspaniała! Dość dawno jej nie jadłem, z uwagi na… zmienność dietetyczną.
ŚW: Pana ulubiony drink?
PH: Miałem niemiłą przygodę z rakiem i od tego czasu nie mam już ulubionego drinku. Ale powiem może o najdziwniejszym drinku, jakiego w życiu piłem. Było to na studiach. I był to spirytus rozrobiony zupką od ogórków kiszonych.
ŚW: Czy nadużywa pan jakiegoś słowa?
PH: Zwracano mi kiedyś uwagę, że zbyt często mówię „bez sensu”.
ŚW: Gdyby był pan zwierzęciem, byłby pan…
PH: Utrzymujemy wraz z żoną w tej chwili pięć kotów. Byłbym kotem.
ŚW: Czego się pan boi?
PH: O, kurczę… [pauza] Nie wiem. [zastanowienie] Boga? Chyba nie… [pauza] Nie wiem, czego się boję! W czasie choroby doszedłem do wniosku, że nie ma co się bać, trzeba zdać się na to, co ma być. Chyba niczego się nie boję.
ŚW: Wierzy pan w Boga?
PH: Byłem ministrantem w nowo powstałej wówczas parafii pw. Ducha Świętego w Śremie. [pauza] Myślę, że to jest sprawa troszkę indywidualna. W coś tam człowiek zawsze wierzy. Nie to, że nie chciałbym się wypowiadać albo jakoś wymigiwać od odpowiedzi…, ale podchodzę do tego z szacunkiem. Wspominam młodość, gdy chodziłem z rodzicami do kościoła na wszystkie możliwe nabożeństwa. [zastanowienie] Myślę, że coś w tym musi być.
ŚW: Czuje się pan lubiany w Śremie?
PH: Co roku przedszkolaki z Przedszkola Pod Wierzbami deklarują, że bardzo lubią swojego pana od szachów. Czasami też spotyka mnie przyjemność na ulicy, że obca osoba pochwali mój „Śremski Komentarz Polityczny”. Byłem ostatnio na meczu Lecha i kibole mieli transparent z napisem: niewielu nas lubi, większość nienawidzi, boją się wszyscy. Bardzo mi się to spodobało i chyba dobrze do mnie pasuje.
ŚW: A czy pan kogoś nie lubi w Śremie?
PH: Nie lubię ludzi małostkowych, nienawistnych, mściwych, pamiętliwych, nie mających do siebie dystansu. [pauza] Jest taka jedna osoba, spełniająca te kryteria, zajmująca eksponowane stanowisko w śremskiej placówce oświatowej, ale nie będę podawał nazwiska.
ŚW: Czy i za co lubi pan Śrem?
PH: To moje rodzinne miasto. Wspominam wiele rzeczy z sentymentem. Pamiętam na przykład, jak na Jezioranach mój ojciec miał pole z ziemniakami i jak chodziliśmy te ziemniaki zbierać.
ŚW: Co pana wkurza w Śremie?
PH: Na pewno korki. Wkurza mnie też, że panuje opinia, że Śrem jest miastem układów i miastem dziwnych ludzi (w II turze wyborów prezydenckich w 1990 roku w Śremie wygrał Tymiński. Jak można było na niego zagłosować?!). A z aktualności wkurza mnie powstająca w naszym mieście chińska fabryka. Obawiam się, że nie przyniesie nam to nic dobrego. Nie mam za grosz zaufania do Chińczyków.
ŚW: Czy uważa się pan za osobę kontrowersyjną?
PH: Wielu ludzi zwraca mi na to uwagę. Pewnie słusznie… [zastanowienie] A może i niesłusznie! Siedem już lat tworzę „Śremski Komentarz Polityczny”. Myślę, że piszę rzeczy prawdziwe. Wielu ludziom się to podoba.
ŚW: A lubi pan wzbudzać kontrowersje?
PH: Czy ja wiem? Pamiętam, że podobało mi się, gdy zrobiłem na Facebooku pierwszą prowokację. Dla żartu wrzuciłem fotomontaż: banery lokalnych kandydatów PiS-u na kościele Najświętszego Serca Jezusa. W komentarzach rozpętała się burza, a w „Tygodniu Ziemi Śremskiej” ukazał się odsądzający mnie od czci i wiary artykuł mojego kolegi, śp. Andrzeja Sztylera. Jego wynurzenia dodatkowo mnie rozbawiły.
Później były kolejne żarty. Zaznaczyłem zresztą na mojej stronie, że rzeczy, o których piszę, a które nie mają pokrycia w rzeczywistości, mają pobudzać do myślenia. I tak to trwa.
ŚW: Spotykają pana jakieś nieprzyjemności z tego tytułu?
PH: Kiedyś burmistrz to mnie nawet zgłosił do prokuratury, że podrobiłem dokument urzędowy. Ja to wyśmiałem podczas przesłuchania na policji. I wyszło, że mam rację. Sprawa została umorzona. Parę razy dostawałem jakieś dziwne pisma przedprocesowe – od różnych ludzi. Ale żadne większe przykrości na razie mnie nie spotkały.
ŚW: A czuje pan, że bardziej na nerwy działa śremskiej prawicy czy lewicy?
PH: [śmiech] Chyba mniej alergicznie na moje artykuły reaguje lewica. Chociaż nie mam uwag też do Roberta Piątka [członek PiS, szef lokalnych struktur tej partii w Śremie – przyp. red.], który konsekwentnie zaprasza mnie na wszystkie partyjne eventy i spotkania z posłem Dolatą, mimo iż pewien wysoko postawiony członek PiS-u się na to oburza. Tymczasem Piątek uważa, że jestem pełnoprawnym dziennikarzem i mam prawo wiedzieć.
ŚW: Jest pan znanym w Śremie szachistą i promotorem tegoż sportu. Skąd i dlaczego w pana życiu pojawiły się szachy?
PH: Miałem piętnaście lat, gdy ojciec słuchał radia Wolna Europa. Cały czas gadali o tym, że Amerykanin rzucił wyzwanie radzieckim szachistom. Trąbili na okrągło, że Fischer pokona Spasskiego. Zainteresowało mnie, co to są te szachy. Nie znałem ich wcześniej. Kolega zapoznał mnie z zasadami gry. Od tego czasu (już 50 lat!) szachy mi towarzyszą. Grywałem nawet przez wiele lat korespondencyjnie. Działam w klubie, uczę młodzież. Toczę teraz też wielkie pojedynki z moim młodszym synem Kacprem. Ilekroć przyjeżdża do Polski, gramy niezliczone ilości błyskawicznych partii.
ŚW: Czy ma pan jeszcze jakieś hobby?
PH: Kiedyś zbierałem znaczki, ale to daleka przeszłość. Lubię przeczytać dobrą książkę (czytam praktycznie jedną tygodniowo).
ŚW: Bardzo dziękuję za rozmowę.
PH: Również bardzo dziękuję, pozdrawiam.
Wywiad pierwotnie opublikowano 2 września 2022.
Zdjęcie | prywatne archiwum