Śremski Wywiad: Dzień dobry!
Olga Rudnicka: Dzień dobry!
Śremski Wywiad: Dziękuję, że się pani zgodziła na rozmowę. Pomysł na nasze wywiady jest taki, że chcemy lepiej poznać ludzi związanych ze Śremem – również jako właśnie ludzi. Zawsze na początku zadajemy kilka szybkich pytań, a rozgadać się można w dalszej części rozmowy. Jaki jest pani ulubiony kolor?
OR: Czarny.
ŚW: Ulubiony film?
OR: „Zielona mila”.
ŚW: Ulubiony serial?
OR: „Gotowe na wszystko”
ŚW: W pani przypadku może głupio pytać, ale jaka jest pani ulubiona książka?
OR: O, nie… [śmiech] Na to nie ma odpowiedzi. [pauza] Niech będzie Tess Gerritsen „Chirurg”. Czytałam tę książkę jako nastolatka i zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
ŚW: Ulubiona piosenka?
OR: Teraz to mnie pan zastrzelił. Chyba nie mam…
ŚW: Ulubiony cytat/motto życiowe?
OR: Nie pamiętam kto to powiedział, ale: Nie jestem idealna, lecz radzę sobie z tym idealnie. Wydaje mi się, że to fantastycznie oddaje moją osobowość. Jeśli zaś chodzi o bardziej literacki cytat, uwielbiam Umberto Eco: Kto czyta książki, żyje podwójnie.
ŚW: Ulubione danie?
OR: To chyba nie danie, ale jestem uzależniona od żelków. Pochłaniam je kilogramami.
ŚW: Ulubiony drink?
OR: Whisky. Najlepiej z lodem.
ŚW: Czy nadużywa pani jakiegoś słowa?
OR: Myślę, że… żelki! [śmiech]
ŚW: Gdyby była pani zwierzęciem, byłaby pani…
OR: Kotem! Bardzo cenię sobie niezależność.
ŚW: Czego się pani boi?
OR: Choroby.
ŚW: Czy czuje się pani lubiana w Śremie?
OR: Tak. Czuję się lubiana, akceptowana. To jest moje miejsce.
ŚW: A czy pani kogoś nie lubi w Śremie?
OR: Oczywiście! Myślę, że każdy z nas ma takie osoby wśród znajomych. Nie będę wymieniać nazwisk, ale to chyba naturalne, że niektórych potrafimy polubić od pierwszego spotkania, a z innymi nie zawsze łatwo jest się nam dogadać.
ŚW: Teraz pytanie-incjepcja: o co zwykle pytają panią w wywiadach?
OR: Pani Olgo, jak to się zaczęło?! I to jest moment, kiedy mam ochotę usiąść i walić głową w stół. [śmiech]! Ale rozumiem to, ponieważ mnie samą, gdy jestem na spotkaniu ze swoim ulubionym autorem bądź autorką, również ciekawi, „jak to się zaczęło”.
ŚW: No właśnie! Lubi pani spotkania z czytelnikami, np. w śremskiej bibliotece?
OR: Uwielbiam! Choć nie ukrywam, że spotkania w Śremie są dla mnie najtrudniejsze. Pamiętam, że jeszcze przed pandemią odbyło się spotkanie w śremskiej bibliotece. Nie spodziewałam się tak dużej liczby ludzi. Było sporo znajomych osób, wiele znajomych twarzy. Wszyscy byli serdecznie do mnie nastawieni. To było fantastyczne spotkanie, dało mi kolejną dawkę energii do pisania, ale było jednocześnie bardzo trudne, ponieważ chciałam wypaść jak najlepiej. Czułam na sobie presję, żeby nikogo nie zawieść. Jestem śremianką, kocham Śrem i zależy mi na śremianach. Stąd chyba wynikał ten stres.
ŚW: Ma pani w Śremie ulubione miejsce na spacer, na kawę?
OR: Jestem osobą, która ucieka od zgiełku ulic i miejsc publicznych. Moje ulubione miejsce w okolicy to granica Śremu z Nochowem. Uwielbiam nochowskie lasy! Jestem tam niemal codziennie. Potrafię tam spędzać długie godziny, podobnie jak na terenach nadwarciańskich. Lubię Śrem za tę wszechobecną zieleń. Mamy rzekę, mamy jezioro, mamy lasy! Jest fantastycznie!
ŚW: Chciałem spytać, czy jest pani zagadywana na śremskich ulicach?
OR: To są sporadyczne sytuacje. Tak jak powiedziałam, mało mnie jest w kawiarniach i restauracjach, ale zdarza się, że zagada do mnie pani w urzędzie, panowie policjanci podczas kontroli drogowej albo pani na poczcie. Takie sytuacje mają miejsce i są przemiłe, ale zazwyczaj zdarzają się, kiedy wracam z lasu, jestem zmęczona, spocona, zakurzona, rozczochrana i w najgorszych ubraniach! Jak na złość, zagadywana jestem najczęściej w takich okolicznościach! [śmiech]
ŚW: Czy na pisaniu w Polsce można zarobić?
OR: Nie narzekam. W życiu bym nie pomyślała, że spotka mnie coś tak fantastycznego: moja pasja stała się moją pracą. Początkowo byłam jednak trochę przerażona, bo okazało się, że od tej pory więcej czasu spędzam z wymyślonymi przeze mnie postaciami niż z realnymi osobami. Zamykam się w domu i spędzam czas tylko z nimi! Trudno było mi się w tym odnaleźć. Teraz bardzo to doceniam. Dostałam więcej, niż śmiałam marzyć.
ŚW: A czy ma pani radę dla początkujących pisarzy?
OR: Nałożyć na siebie solidny pancerz. Pisanie jest fajne, ale bywa frustrujące. Czasem czujemy się zmotywowani, czasem nie. Jeśli w połowie powieści stwierdzimy, że dalsze pisanie nie ma sensu, odłożyć maszynopis do szuflady, dać sobie czas, dać czas własnym postaciom i wrócić do tego po przerwie. Pisanie jest wciągające, uzależniające, satysfakcjonujące. Niesamowite jest tworzenie świata i bohaterów, którzy w pewnym momencie zaczynają żyć własnym życiem. Fajnie jest się zatopić we własnej wyobraźni. Nie poddawać się i pisać, pisać i pisać! I przede wszystkim mieć świadomość, że recenzje będą dobre i złe, nie każdemu spodoba się nasza praca i to jest zwykła rzecz.
ŚW: W sierpniu premierę będzie miała pani nowa książka pt. „Nieszczęście w szczęściu”. Kto powinien ją przeczytać?
OR: Każdy kto ma ochotę uciec od szarej rzeczywistości. Poza wątkiem kryminalnym w książce zawarłam też sporą dawkę humoru. Jeśli ktoś chce odreagować stres dnia codziennego i nie musieć skupiać się za bardzo na skomplikowanej zagadce polecam „Nieszczęście w szczęściu”. Jest to lekka powieść, w sam raz, żeby odpocząć. A główną bohaterką jest moja ukochana Tekla! Biedna, ledwo otrząsnęła się z nieszczęścia, zaczęła układać sobie życie, stała się ofiarą kolejnych plotek, pomówień, podejrzeń, do tego ktoś zaczyna czyhać na jej życie, czego w swej naiwności nawet nie zauważa. Ale od czego jest kuzynka i komisarz Gawron? Więcej zdradzić nie mogę! Powiem tak, jak to pech i ani słowa więcej. Nie chciałabym zepsuć nikomu niespodzianki.
ŚW: Z której swojej książki jest pani najbardziej dumna?
OR: Rudnicka jest stworem bardzo samokrytycznym. Kiedyś pisałam tylko dla siebie. Teraz, gdy piszę dla innych, odczuwam presję. Zawsze się martwię, czy nie zawiodę czytelników, czy ich nie zanudzę… Dumna nie jestem chyba z żadnej książki. Z perspektywy czasu większość bym poprawiła [śmiech]. Niemniej jednak jest to bardzo satysfakcjonujące: widzieć ten gruby, tłusty druk na okładce „OLGA RUDNICKA”. Dumna więc nie jestem chyba z żadnej książki, ale zadowolona…? Może z powieści „Natalii 5”. Pamiętam, że podczas jej pisania bawiłam się fantastycznie. Spędziłam z bohaterkami tej powieści kilka lat, bo na jednej części się nie skończyło.
ŚW: A czy ma pani jakieś literackie marzenia?
OR: Chciałabym napisać prawdziwy kryminał. Chciałabym zawrzeć w nim nawet elementy telekinezy i pirokinezy! To już wprawdzie nie brzmi jak prawdziwy kryminał, więc wiadomo dlaczego moje marzenie coś pęka w szwach. Zawsze marzyło mi się też, żeby napisać coś strasznego. Coś takiego, co wbije czytelnika w fotel. Coś takiego, żeby czytelnik podczas czytania zaczął oglądać się za siebie. Chciałabym potrafić budować napięcie. Raz miałam już wrażenie, że napisałam poważny kryminał, ale wtedy przyszła do mnie czytelniczka i powiedziała: „Pani Olgo, ale się uśmiałam!”. Byłam wściekła! Mają się bać, a nie śmiać! [śmiech] A tak poważnie, to jedyną książką, która wywołała spore emocje, na których mi zależało, był „Cichy wielbiciel”. Była to trudna emocjonalnie książka, więc marzenia – marzeniami, ale być może prawdziwy kryminał to nie moja bajka. Ale nie poddaję się. A nuż się uda!
ŚW: Mam jeszcze jedno pytanie dotyczące pisania książek, ale tym razem bardziej od technicznej strony. Czy mieszkanie w takim małym, bądź co bądź, Śremku przeszkadza czy pomaga? Mam na myśli kontakt z wydawnictwem, spotkania biznesowe, spotkania z grafikami itd.? Czy praktyczniej nie byłoby mieszkać w Warszawie?
OR: To rzeczywiście ułatwiłoby czasem współpracę, ale ja lubię Śrem i lubię to, że jest mały. Nie przepadam za gwarem dużego miasta, za kamerami, zdjęciami. Zawsze przy premierze książki, płaczę wydawnictwu: „czy ja muszę brać udział w promocji? Czy ja nie mogę sobie po prostu siedzieć i pisać?”. Nie nadaję się do reklamy, nie lubię sesji zdjęciowych, sukienek, szpilek… Najlepiej czuję się w spodniach do jazdy konnej i z laptopem na kolanach. To jest mój żywioł. Nie wyobrażam sobie mieszkać w Warszawie. Na szczęście żyjemy w pięknych czasach, dzięki którym, siedząc przy moim biureczku, mam kontakt z wydawnictwem, z redaktorami i z osobą, która zajmuje się organizacją spotkań.
ŚW: À propos! Wyczytałem, że kocha pani jazdę konną. Ale też rytmy latynoamerykańskie, taniec i scrabble…
OR: Tak! Ostatnio nawet spadłam z konia. Uderzyłam w metalowe ogrodzenie i chyba coś sobie zrobiłam w kolano, bo nie mogę wyprostować nogi. Mamproblem z chodzeniem i jazdą na rowerze, ale nie przeszkadza mi to w jeździe konnej. Obrzęk już prawie zszedł, noga niemal nie boli, będzie dobrze. Jak nie dziś to jutro. [śmiech]. Kocham te zwierzęta od najmłodszych lat. Zostało mi to do dnia dzisiejszego.
ŚW: Mówiła pani dużo o tym, że lubi pani Śrem. Na zakończenie chcę się jeszcze dowiedzieć, czy coś panią w Śremie wkurza?
OR: [zastanowienie] Nie. Nawet kiedy stoję w korku, bo przecież Śrem jest ostatnio mało przejezdnym miastem, nie wściekam się. Jestem chyba jedyną taką osobą w Śremie [śmiech]. Mam wtedy po prostu czas, żeby spokojnie pomyśleć o moich bohaterach. Moja reakcja byłaby z pewnością inna, gdybym musiała dojechać na czas do pracy, ale nie ma sensu denerwować się rzeczami, na które nie mam wpływu.
Może posadziłabym w Śremie jeszcze więcej drzew!
ŚW: Bardzo dziękuję za rozmowę.
OR: Ja też bardzo dziękuję.
Wywiad pierwotnie opublikowano 15 lipca 2022.
Zdjęcie | prywatne archiwum