Artysta z otwartą głową. Rozmowa z Krzysiem Przyjemskim

Artysta z otwartą głową. Rozmowa z Krzysiem Przyjemskim

Śremski Wywiad: Cześć, Krzysiu!
Krzysztof Przyjemski: Cześć!

ŚW: W naszych wywiadach staramy się lepiej poznać ludzi związanych ze Śremem. Na początku zawsze pada kilka prostych pytań. Jaki jest twój ulubiony kolor?
KP: Może być kilka?

ŚW: Może być kilka.
KP: Niebieski, biały, czarny, zielony i żółty.

ŚW: Twój ulubiony film?
KP: Ostatnio oglądałem i mi się podobało „Powodzenia, Leo Grande”. Uczy i bawi. I pamiętam, że bardzo wzruszyło mnie „Coco”. I jeszcze „Bohemian Rhapsody”. I jeszcze „Tamte dni, tamte noce”. Jeśli chodzi o filmy, to jestem mocno DKF-owy.

ŚW: Ulubiony serial?
KP: Zdecydowanie „BoJack Horseman”. Właśnie zacząłem go oglądać po raz kolejny.

ŚW: Ulubiona książka?
KP: Oczywiście zawsze i wszędzie „Mały Książę” oraz „Oskar i pani Róża”. Bardzo podobała mi się też książka Marc’a Elsberg’a, pt. „Zero”, która mocno nagłaśnia temat inwigilacji społecznej. Ostatnio za to dużo czytam książek pedagogicznych, z racji pogłębiania wiedzy na temat integracji grupowej i zabaw animacyjnych. Dla wszystkich dzieci, rodziców i nauczycieli polecam książkę Przemysława Staronia, pt. „Szkoła bohaterek i bohaterów, czyli jak radzić sobie z życiem” – naprawdę warto.

ŚW: Ulubiona piosenka? Może być twoja.
KP: [śmiech] Trudne pytanie. W ciągu ostatnich miesięcy często słuchałem, zwłaszcza w gorsze dni, „Pięć minut łez” Ralpha Kaminskiego (z filmu pt. „Moje wspaniałe życie”, polecam). Ostatnio bardzo dużo słucham piosenki Ani Karwan, pt. „Papierosy”. I jeszcze Ofelia i jej „Ariwederczi”. Lubię polskie utwory.

ŚW: Czy masz ulubiony cytat/motto życiowe?
KP: [zastanowienie] Cały czas sobie powtarzam, że trzeba podążać za marzeniami. Nigdy się nie poddałem. Ciągle idę do przodu.

ŚW: Twoje ulubione danie?
KP: Kocham makarony i sosy.

ŚW: Ulubiony drink?
KP: Mam dwa. Lubię martini z ginem i z tonikiem (i z limonką) oraz drink z tej nowej, różowej Finlandii (lokowanie produktu! [śmiech])… Ona się nazywa… [zastanowienie] Botanical Rose! I ją piję z cytrynową lemoniadą.

ŚW: Czy nadużywasz jakiegoś słowa?
KP: Raczej nie.

ŚW: Gdybyś był zwierzęciem, byłbyś…
KP: Koziorożcem, jak mój znak zodiaku.

ŚW: Czego się boisz?
KP: Z jednej strony mógłbym powiedzieć, tak jak w ostatnim wywiadzie dla Gazety Śremskiej, że niczego. Z drugiej strony od tego czasu sporo się wydarzyło w moim życiu. Biorąc pod uwagę wszystko to, co się dzieje na świecie (wojna, inflacja, pandemia…), boję się o prowadzenie własnego biznesu. Postawiłem w ostatnim czasie wiele odważnych kroków. Odszedłem ze Śremskiego Ośrodka Kultury, założyłem własną działalność. Wiąże się to dla mnie ze sporym stresem. Męczy mnie czasem niepewność jutra, ale mimo wszystko próbuję. Bo kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana! [śmiech]

ŚW: Gdybyś kandydował w wyborach, jak brzmiałoby twoje hasło wyborcze?
KP: „Nigdy nie rezygnuj z marzeń”. Wiem, że banalne… [śmiech] Ale ja bardzo wierzę w marzenia. I już wiele razy udowodniłem sobie, że się da. Myślę, że nie ma rzeczy niemożliwych.

ŚW: Czy czujesz się lubiany w Śremie?
KP: Tak.

ŚW: A czy ty kogoś nie lubisz w Śremie?
KP: [cisza] [przedłużająca się cisza] [śmiech] Myślę nad politycznie poprawną odpowiedzią. [śmiech] A tak całkiem serio, moim zdaniem każdy ma kogoś, kogo nie lubi, albo za kim nie przepada. Ale ja staram się nie skupiać na negatywnych emocjach. Po pierwsze nie mam na to kompletnie czasu. Po drugie mi to wisi. Jeśli kogoś lubię, to lubię. Jeśli nie lubię, to nie utrzymuję kontaktu. I sprawa załatwiona.

ŚW: Czy i za co lubisz Śrem?
KP: Lubię Śrem. Lubię Nochowo. Jak przyjeżdżają do mnie znajomi z różnych stron Polski, zawsze mówią, że Śrem jest bardzo zadbanym miastem. Zgadzam się z tym. Uważam, że jest tu bardzo ładnie. Dobrze się tu czuję. Podoba mi się, że Śrem jest małą miejscowością. Źle się czuję w wielkich metropoliach. Fajnie jest pojechać na chwilę, ale cieszę się, kiedy wracam do domu.

ŚW: Co cię wkurza w Śremie?
KP: Paradoksalnie właśnie jego małomiasteczkowość [śmiech]. Gdzie się nie odwrócisz, wszędzie masz znajomych. Każdy cię widzi, kojarzy, zna. Wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Jest to trochę „mynconce”. Chyba większość osób tak odpowiada na to pytanie, prawda? [śmiech] Myślę też, że jest jeszcze jeden problem. Tego lata chciałem aktywnie spędzić popołudnie i wieczór z moją mamą w Śremie. Pojechaliśmy nad jezioro, żeby pożyczyć kajak i popływać. Akurat brakowało kajaków. Pojechaliśmy do kina. Akurat było zamknięte. W Śremie trudno znaleźć jakieś atrakcje na szybko. I wprawdzie mamy kilka fajnych knajpek z naprawdę dobrym jedzeniem, jednak wiele lokali się pozamykało. Pamiętam, jak w liceum chodziłem na piwo i bilard. Teraz brakuje miejsc z takimi atrakcjami. Nigdzie nie ma karaoke…

ŚW: Dlaczego nie pracujesz już w Śremskim Ośrodku Kultury?
KP: Z wielu powodów. [zastanowienie] Brakowało mi tam perspektyw rozwoju. Chciałem czegoś więcej, a tam… ciężko było już o coś więcej. Poza tym skończyłem studia. Kwestie finansowe również zaczęły odgrywać ważną rolę. Chciałem zarabiać więcej. Oczywiście przez pięć lat pracy w Śremskim Ośrodku Kultury bardzo wiele się nauczyłem, ale osiągnąłem tam już wszystko, co było do osiągnięcia. Od dawna chciałem otworzyć własną firmę. I mam duże ambicje. Chciałbym prowadzić bardzo szeroką działalność. Wiadomo, że firma dopiero raczkuje, a ja jestem czasem mały nerwus i chciałbym wszystko na już [śmiech], ale nie żałuję decyzji o odejściu z ŚOK.

ŚW: Grasz muzykę na imprezach. Do czego najbardziej lubi się bawić Śrem?
KP: Zależy od typu imprezy; czy to jest osiemnastka, czy muzyczna środa na plaży, czy rocznica ślubu… Zawsze dopasowuję się do odbiorców. Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, do czego bawi się Śrem. Każdy słucha czegoś innego. Jako didżej na osiemnastkach rodzinnych (czyli bawi się rodzina i młodzież) puszczam najpierw trochę klasyki z lat osiemdziesiątych, do której bawią się wszyscy, a potem przechodzę do coraz bardziej współczesnych kawałków.

Muzyczne środy na śremskiej plaży nie były tego lata wprost skierowane do seniorów, aczkolwiek faktycznie puszczałem dużo starszej muzyki. Buszowałem po starych listach przebojów w poszukiwaniu najlepszych numerów. Widziałem, że główki się kiwały.

ŚW: Jesteś również animatorem zabaw dla dzieci. Co jest najtrudniejsze, a co najprzyjemniejsze w tym „zawodzie”?
KP: Bardzo lubię prowadzić zabawy integracyjne, najlepiej sprawdza się chusta Klanza. Jestem już oczytany w tym temacie. Można z nią robić niesamowite rzeczy. Jest niezwykle wdzięcznym narzędziem animatora. I bańki! I ja, i dzieci uwielbiamy!

ŚW: A co jest najtrudniejsze?
KP: Największym problemem animatora jest to, że nie wszyscy w pełni zdają sobie sprawę z tego, co należy do jego zadań, a co nie. W „didżejce” albo w nauce gry na gitarze – którą też prowadzę – sytuacja jest jasna. Jako animator zapewniam atrakcje i zabawy. Niektórym rodzicom wydaje się, że powinienem też pokroić tort i udekorować salę. Teraz mam już doświadczenie i wiem, że na początku trzeba jasno ustalić zasady współpracy.

ŚW: Jak wspominasz swoje występy w programach telewizyjnych? Czy chcesz nadal pojawiać się na ekranie? Który występ wspominasz najlepiej, a który najgorzej?
KP: A, zastanawiałem się nad tym ostatnio! Na pewno dobrze wspominam „Szansę na sukces”. Występy w „Idolu” i w „Mam talent!” wiązały się z dużym stresem. W „Szansie…” byłem już obeznany z kamerą, ze sceną. Było mi dużo łatwiej. Wiedziałem, po co tam idę. Krzysiu od zawsze chciał wystąpić w telewizji i, proszę, udało się! [śmiech] Osiągnąłem swój cel. Chciałbym wystąpić w kolejnym programie, ale nie musi to już nawet być format muzyczny. Może przygodowy?
A najgorzej wspominam „Mam talent!”. I chyba nawet nie przez to, że miałem inną wizję niż producent [śmiech], ale atmosfera na planie nie należała do najlepszych.

ŚW: Czy jesteś podrywany w Śremie?
KP: Dotychczas nie bardzo, ale odkąd zacząłem „didżejkę”, zdarza się na imprezach.

ŚW: Jakie jest twoje największe marzenie?
KP: Mam kilka. Chciałbym wydać w najbliższym czasie swoją autorską płytę i zrobić super premierę z koncertem! A wiesz, że ja kocham śpiewanie, koncerty na żywo i show [śmiech]. Niektórzy mogli już na śremskiej plaży usłyszeć dwa moje dema, które wplotłem w playlistę i odbiór był bardzo pozytywny! Chciałbym wystąpić w programie śniadaniowym (a kiedyś może nawet poprowadzić!), typu „Pytanie na śniadanie” albo „Dzień dobry TVN”. Chciałbym wystąpić i zaśpiewać w Opolu i w Sopocie. I chciałbym mieć domek z ogródkiem, pod lasem. I wieść spokojne życie. [chwila ciszy] Muzyka to całe moje życie.

ŚW: Kim jeszcze, twoim zdaniem, powinien zająć się Śremski Wywiad?
KP: Bardzo chętnie przeczytałbym rozmowę z panią Anią Wolarczyk – byłą dyrektor szkoły w Nochowie i z Mikołajem Cielaszykiem.

ŚW: Bardzo dziękuję za rozmowę.
KP: Ja też bardzo dziękuję.


Wywiad pierwotnie opublikowano 9 września 2022.
Zdjęcie | prywatne archiwum

Prev
Next

Kontakt

Skontaktuj się z nami