„Chciałbym zagrać koncert dla 20.000 ludzi”. Wywiad z Adrianem Bartnikiem (DRET aka Dreamer)

„Chciałbym zagrać koncert dla 20.000 ludzi”. Wywiad z Adrianem Bartnikiem (DRET aka Dreamer)

Śremski Wywiad: Cześć, Adrian!
Adrian Bartnik: Cześć!

ŚW: Pomysł na nasze wywiady jest taki, żeby lepiej poznać ludzi związanych ze Śremem. Na początek kilka szybkich pytanek. Twój ulubiony kolor?
AB: Zielony.

ŚW: Ulubiony film?
AB: Jest ich kilka: „Forrest Gump”, „Oczy szeroko zamknięte”, „Into the wild”, „La La Land” i „Malena”.

ŚW: Ulubiony serial?
AB: Nie mam.

ŚW: Ulubiona książka?
AB: [zastanowienie] Może „Wielki Gatsby”.

ŚW: I teraz głupi moment… Twoja ulubiona piosenka?
AB: Nie, to nie jest wcale głupi moment. Musiałbym się dłużej zastanowić… [pauza] Swego czasu bardzo lubiłem „Could You Be Loved” Marley’a. Do tego cały album „Nevermind” Nirvany. Cały album „Thankful” Natalie Cole, no i „Żyć” – mój utwór.

ŚW: Ulubiony cytat/motto życiowe?
AB: Na dzień dzisiejszy chyba nie mam. Ewentualnie: nigdy nie przestawaj marzyć.

ŚW: Ulubione danie?
AB: Paella.

ŚW: Ulubiony drink?
AB: Mega rzadko piję alkohol.

ŚW: Dlaczego?
AB: Nie potrzebuję. Nie czuję, żeby dawało mi to jakiekolwiek korzyści.

ŚW: Czy nadużywasz jakiegoś słowa?
AB: „Generalnie”.

ŚW: Gdybyś był zwierzęciem, byłbyś…
AB: [zastanowienie] Kurde, trudne pytanie. Chyba psem.

ŚW: Czego się boisz?
AB: Tego, że coś złego stanie się moim bliskim.

ŚW: Czy czujesz się lubiany w Śremie?
AB: Wiem, że są w tym mieście osoby, które mnie nie lubią, ale chyba więcej kontaktu mam jednak z tymi, którzy mi kibicują.

ŚW: Nie dorobiłeś się prawdziwych hejterów?
AB: Chyba nie… Oczywiście, że ludzie lubią mówić. Czasem jest tak, że ktoś pewnych rzeczy nie powie ci w twarz, ale zrobi to wtedy, gdy nie ma cię w pobliżu i nie jest narażony na twoją ripostę lub pytania.
Muzyka jest często kwestią gustu, więc moja może się komuś nie podobać i to jest całkiem normalna sprawa. Ale ja np. mam tak, że jeśli nie podoba mi się dana muzyka, to po prostu jej więcej nie słucham.

ŚW: A czy ty kogoś nie lubisz?
AB: Oczywiście, że tak.

ŚW: Czy i za co lubisz Śrem?
AB: Za względnie beztroską młodość.

ŚW: A co cię wkurza w Śremie?
AB: Nie wiem. Może czasami jego „małomiasteczkowość” i zaściankowe podejście do niektórych spraw. I nie mówię tego nawet z perspektywy gościa, który robi coś, co wychodzi „na światło dzienne”, tylko ogólnie. Ludzie się bardzo dobrze znają i wiedzą dużo o twoim życiu prywatnym. To chyba specyfika małych miast, nie tylko Śremu. Mam jednak wrażenie, że trochę się to zmienia.

ŚW: Co stanowi twoją największą inspirację w tworzeniu?
AB: Życie. Ale od pewnego czasu inspiruje mnie również muzyka sama w sobie. Czasem, tworząc bit, już czuję pewne emocje. I one potem przekładają się na słowa. Zazwyczaj to, o czym piszę, dotyka tego, co sam przeżyłem. Jednak od dwóch-trzech lat ton temu nadaje muzyka, która porusza jakieś moje wewnętrzne struny.

ŚW: Co chcesz przekazać ludziom swoją muzyką?
AB: Czasami zdarza mi się rozmawiać z ludźmi po koncertach. Z tego co mówią, wiem, że daję im wtedy emocje. Czy to się dzieje również podczas słuchania muzyki studyjnej? Jakieś tam komentarze wskazują na to, że tak. Część ludzi utożsamia się z tym, co przeżyłem i o czym rapuję i śpiewam, bo albo mieli podobnie, albo słuchając mnie, potrafią sobie to wyobrazić i jakoś to do nich trafia.
Najbardziej jaskrawym przykładem tego była dla mnie sytuacja, która wydarzyła się po jednym z koncertów w Śremie. Zszedłem ze sceny i usiadłem na schodach przed klubem, bo potrzebowałem chwili dla siebie. Podszedł do mnie wtedy gość, którego nie znałem i zaczął mi opowiadać o swoim ojcu, który zmarł na raka. Zdałem sobie sprawę z tego, jak wielką siłę może mieć również moja muzyka.

ŚW: W lipcu i w sierpniu nagrywasz klipy do różnych utworów. W jakim będą klimacie?
AB: Duża część będzie około-rapowa, ale część – zupełnie nie! Mogę też stwierdzić, że będą na pewno dużo bardziej pomysłowe, niż większość moich dotychczasowych klipów. Nie powiem, jak dokładnie będą one wyglądać, ale jeden z nich będzie miał tematykę mocno piłkarską, w innym z kolei pojawi się motyw upływającego czasu i śmierci. W kolejnym będzie za to wesoło. Coraz częściej wychodzę poza rapowe ramy. Wynika to m. in. z tego, że niecałe trzy lata temu zacząłem uczyć się śpiewu. Mimo, że sam nie nazwałbym się jeszcze pełnoprawnym wokalistą, czuję i wiem, (potwierdzają to zarówno osoby, które mnie uczą, jak i te, które słyszały już nagrane niedawno utwory), że jestem coraz lepszy. Myślę, że kiedyś nagram płytę, na której będę tylko śpiewał.

ŚW: Skoro już jesteśmy przy klipach, widziałem na twoim kanale kilka teledysków, które nazwałbym zaangażowanymi społeczno-politycznie, na przykład…
AB: …na przykład „Ptaki”.

ŚW: No właśnie. Niektóre zaś klipy poruszają takie zjawiska jak #strajkkobiet albo wojna na Ukrainie. Dlaczego? Nie bałeś się poruszać takich tematów?
AB: Nie, totalnie nie. Może najpierw powiem o Ukrainie. W chwili, gdy wojna wybuchła, przez kilka pierwszych dni straciłem kompletnie poczucie sprawczości. Kiedy więc podczas niedzielnego wspólnego grania w piłkę Hubert Błaszczyk rzucił pomysł zorganizowania koncertu – to był potrzebny mi bodziec i od razu powiedziałem: „Ku**a, zróbmy to!”. Nadal nie mogłem pomóc ludziom tam, na miejscu, ale mogłem zrobić chociaż to, co kocham robić i na czym się znam, czyli zagrać w słusznej sprawie i zorganizować koncert. Sam koncert zresztą okazał się dużym sukcesem i z tego miejsca jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy zagrali, pomogli w organizacji, nagłośnili, zaświecili, udostępnili salę i po prostu tam byli. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło. A wracając do utworu – następnego dnia po koncercie miałem gotowy bit, napisałem tekst – w zasadzie z marszu i nagrałem piosenkę. Nie bałem się. Tam ginęli i giną ludzie, a ja miałbym się bać powiedzieć, co myślę do mikrofonu? Bo ktoś może myśleć inaczej i się nie zgadzać? No, chyba nie. Nie warto w życiu milczeć. Jak twoim sposobem wyrazu jest muzyka, to wyrażasz się przez muzykę, niezależnie od tematu.

A jeśli chodzi o Strajk Kobiet, to analogiczna sytuacja. Jeśli z czymś się nie zgadzam, to o tym mówię. Jeszcze mamy, podobno, wolny kraj. Dopóki tak jest, będę nagrywał utwory dotyczące tematów, które mnie poruszają.

ŚW: Jakie masz zdanie na temat śremskiej sceny muzycznej?
AB: Dobre. Każdy żyje w swojej bajce. Każdy robi swoje na tyle, na ile potrafi. Oczywiście nie wszyscy muzycy w Śremie się ze sobą lubią. Ale; może poza jedną sytuacją; nie zauważyłem w ostatnich latach niezdrowej rywalizacji, wynikającej z zazdrości czy innych niefajnych uczuć. Inna sprawa, że – podobnie jak inni śremscy artyści – obecnie skupiam się głównie na sobie.

ŚW: Jak wspominasz występ na Woodstocku?
AB: Pierwszy raz na Woodstock pojechałem w wieku 16 lat. Obiecałem sobie wtedy, że kiedyś tam zagram. Nigdy nie bałem się mówić o tym marzeniu, chociaż rap nie jest super pożądaną muzyką na tym festiwalu.
Wysłałem zgłoszenie i okazało się, że mogę zagrać – bez żadnych znajomości, bez stawiania nikomu flachy. To pokazało mi, po raz kolejny zresztą, że warto marzyć. OK, nie wszystko zrobimy w rok, dwa, pięć, ale konsekwencja potrafi zdziałać cuda.

Jeśli chodzi o sam koncert, to miałem trochę szczęścia. Na dzień dzisiejszy zagrałem w życiu ok. 160 koncertów. Wiem, jak się zachować na scenie, jak sobie zbudować publiczność. Graliśmy całkiem udany wykonawczo koncert, aż w pewnym momencie zaczął padać deszcz. A scena w Pokojowej Wiosce Kryszny była zadaszona. Przez ostatnie dwadzieścia pięć minut mieliśmy więc pełen namiot publiczności. I nawet jak ktoś nie był fanem rapu, to jak były „łapy do góry”, to były „łapy do góry”.

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem wielką gwiazdą. Trudniej też ruszyć ludzi, którzy nie znają twoich tracków. Natomiast koncert był bardzo fajny. Marzyłem o tym 15 lat i to zrobiłem.

ŚW: Jakie masz jeszcze pasje poza muzyką?
AB: Ostatnio, po wielu latach, wróciłem do piłki nożnej. Poza tym lubię chodzić na siłownię. Kiedyś spędzałem tam bardzo dużo czasu, dzisiaj idę się po prostu odstresować. Nie podchodzę już tak restrykcyjnie do pewnych rzeczy, typu dieta. Poza tym lubię chodzić po górach, ale też podróże – jako takie i odkrywanie nowych miejsc.

ŚW: Skąd pomysł na twój wizerunek?
AB: Co masz na myśli?

ŚW: Fryzurę.
AB: Aaa, OK! No to, jak byłem dzieciakiem, bardzo się jarałem Bobem Marley’em. Dużo słuchałem reggae. Dredy przyszły do mnie naturalnie.

ŚW: Jakie jest twoje największe marzenie?
AB: Chciałbym zagrać koncert dla 20.000 ludzi. Chciałbym, żeby moja kolejna płyta sprzedała się lepiej, niż poprzednia. Chciałbym zdobyć Koronę Gór Polski. W dalszej przyszłości jakiś pięciotysięcznik. No, i chciałbym zanurkować z żółwiami na Cabo Verde. Z tym, że nie są to jakieś nierealne marzenia, a bardziej cele – im starszy jestem, tym mniej mam nierealnych marzeń, a więcej celów, które jestem w stanie stopniowo realizować.

ŚW: Bardzo dziękuję za rozmowę.
AB: Również wielkie dzięki.


Wywiad pierwotnie opublikowano 5 sierpnia 2022.
Zdjęcie | prywatne archiwum

Prev
Next

Kontakt

Skontaktuj się z nami