Śremski Wywiad: Cześć, Rafał!
Rafał Miękisiak: Siemanko!
ŚW: Schemat naszych wywiadów zawsze wygląda podobnie. Na początek kilka szybkich strzałów z kategorii „dziś pytanie – dziś odpowiedź”. Twój ulubiony kolor?
RM: Ostatnio stwierdziłem, że biały.
ŚW: Ulubiona książka? Wiem, że twoja żona mówi, że atlas od anatomii masz zawsze przy sobie.
RM: [śmiech] A tak serio, „Komin podróżników” autorstwa Jana Długosza. Fajna, dokumentalna, a zarazem poetycka opowieść o polskich Tatrach.
ŚW: Ulubiona piosenka?
RM: I tu będę miał problem, bo jest ich wiele. Ale niech będzie „Fix You” zespołu Coldplay.
ŚW: A ulubiona piosenka Luxtorpedy?
RM: [śmiech] Właśnie chciałem powiedzieć, że to jest mój ulubiony zespół. Lubię całą twórczość „Luxów”, ale pierwsze co mi przychodzi do głowy, to „Za wolność”.
ŚW: Ulubiony film?
RM: Często do niego wracam… „Bohemian Rhapsody”. Ale bardzo lubię również film pt. „Najlepszy”, który opowiada historię polskiego triathlonisty Jerzego Górskiego.
ŚW: Ulubione danie?
RM: Nie będę oryginalny. Pizza.
ŚW: Ulubiony drink?
RM: Piwo bezalkoholowe.
ŚW: Nie pijesz alkoholu?
RM: Piję, ale raczej okazjonalnie.
ŚW: Gdybyś był zwierzęciem, byłbyś…
RM: Tygrysem. Nigdy nie będę tak gibki i giętki. Zazdroszczę.
ŚW: Czego się boisz?
RM: Zagiąłeś mnie. Chyba tego, że moje plany – które układam w głowie – legną w gruzach.
ŚW: Co cię wkurza w Śremie?
RM: Chętnie powiem! Generalnie bardzo lubię Śrem, ale czasami brakuje mi w nim okazji do spotkań z kulturą. Mimo że śremskie muzeum organizuje latem jakieś eventy; spotkania z muzyką, również kinoteatr „Słonko” stara się coś zaproponować… Ale przykład z brzegu! Ostatnio mieliśmy z żoną rocznicę ślubu. Chcieliśmy zrobić coś w Śremie do południa (i żeby to nie było kino).
Zaczęliśmy szukać. Zdecydowaliśmy się na „Jump Space”. Okazało się, że otwarty jest dopiero od 15.00. Może muzeum? Od dłuższego czasu nieczynne. [westchnienie] Brakuje ciekawego, interaktywnego miejsca – dostępnego praktycznie cały czas.
I może jeszcze mentalność ludzi. Irytuje mnie to przy okazji różnych projektów i inicjatyw. To jest chyba urok małego miasta. Wszyscy się znają i zaczynają zazdrościć, jak coś ci się udaje.
ŚW: Za co lubisz Śrem?
RM: Mamy dużo zielni, dużo natury. Otacza nas przyroda. Pamiętam nawet, jak kilka lat temu odwiedzili mnie w Śremie znajomi i mówili „jejku, ale tu macie zielono!”. Coś w tym jest! Mieszkałem kiedyś w Poznaniu (jeden semestr studiów) i mam porównanie. Tam jest beton. Tutaj zieleń. Dookoła mamy dużo lasów, dużo otwartych terenów. Łatwo odciąć się od miasta. Chociaż Śrem to nie jest znowu jakaś wielka metropolia!
ŚW: Czy masz swoją ulubioną śremską i około-śremską trasę do spacerów, chodzenia, biegania?
RM: W Śremie – zdecydowanie Park Puchalskiego. W okolicy – Psarskie; nowa ścieżka wokół zalewu, ale również strona nochowska i trasa na Błociszewo.
ŚW: Wziąłeś udział w ultra-maratonie „Leśna Doba”. Ile najdłużej w życiu szedłeś bez przerwy?
RM: Ciągiem? Chyba nie będą to nawet zawody [śmiech]. W „Leśnej Dobie” pętla miała, zdaje się, 12 kilometrów, i potem chwila odpoczynku więc ciągiem byłoby 24. Ale podejrzewam, że najwięcej przeszedłem w czasie ekstremalnej drogi krzyżowej – ok. 60 kilometrów. Nie jest to jakiś wygórowany wynik w porównaniu do osób, które robią tyle dziennie w ramach pokonywania długodystansowych szlaków pieszych.
ŚW: Jesteś instruktorem Polskiej Federacji Nordic Walking. Co najbardziej lubisz w chodzeniu z kijkami?
RM: W nordic walking cenię sobie szczególnie to, że pracuje całe ciało. Jest to sport wytrzymałościowy, a przy odpowiedniej technice można również zwiększyć swoją siłę. Dodatkowym atutem jest to, że można – w m i a r ę – spokojnie podziwiać to, co jest dookoła. W czasie biegania nie zawsze jest to możliwe. Z kijkami też można się bardzo zmęczyć, ale na ogół jesteś w stanie kontrolować to, co dzieje się wokół ciebie.
ŚW: Jesteś też fizjoterapeutą. Czy śremianie dbają o zdrowie fizyczne?
RM: Widzę to przez pryzmat mojej pracy jako fizjoterapeuta. Niektórzy wolą położyć się na kozetkę i korzystać z biernej terapii, a inni wolą wziąć odpowiedzialność za własne zdrowie i przychodzą na trening. Mam dzięki temu przekrojowy obraz śremian. Niestety często jedno wyklucza się z drugim.
Wprawdzie widzę w naszym mieście sporo trenujących osób, jednak chyba jest to mniejszość. Moja odpowiedź na to pytanie: i tak, i nie.
ŚW: Co w pracy sprawia ci największą satysfakcję?
RM: To, że mogę komuś pomóc. Tak naprawdę nie chodzi o to, żebym kogoś wymasował i będzie OK, ale staram się zawsze edukować moich pacjentów, żeby właśnie nie musieli do mnie przychodzić! Chcę uświadamiać, jak można samemu radzić sobie ze swoim ciałem i być sprawnym. Często problemem jest to, że niektórym nie chce się dbać o siebie i wolą „pójść na masaż”. Za cel stawiam sobie przystępną edukację takich osób.
ŚW: Jesteś świeżo upieczonym tatą. Jak dbać o aktywność fizyczną dziecka od najmłodszych lat?
RM: Trzeba robić wszystko, żeby dziecko nie zatraciło potrzeby ruchu. Każde dziecko, rodząc się, ma potrzebę ruchu. Mamy to w genach. Niestety nasz system nauki, w którym gdzieś od podstawówki zaczynamy ciągle siedzieć na krzesłach, powoduje że aktywność dziecka spada. Tłumi się ją w różny sposób. Jako rodzice mamy zadanie – nie stłumić dziecięcej potrzeby ruchu. Należy być czujnym na potrzeby dziecka i uważnie obserwować, w którym kierunku chce ono iść. Warto korzystać ze wszystkiego, co jest w zasięgu naszego portfela i naszego regionu.
ŚW: Bardzo dziękuję za rozmowę.
RM: Ja też, było mi bardzo miło.
Wywiad pierwotnie opublikowano 14 stycznia 2022.
Zdjęcie | prywatne archiwum