Śremski Wywiad: Cześć!
Dobrochna Łowicka: Cześć!
ŚW: Idea naszych wywiadów jest taka, żeby ludzi związanych ze Śremem poznać lepiej – również jako właśnie ludzi. Dlatego na początek kilka szybkich pytań. Twój ulubiony kolor?
DŁ: Aż dziwne, ale czarny.
ŚW: Ulubiony film?
DŁ: Waham się między „Forrestem Gumpem”, „Nietykalnymi” i „Amelią”.
ŚW: Ulubiony serial?
DŁ: Często wracam do „How I Met Your Mother”. Ze znajomymi często rzucamy tekstami z tego serialu.
ŚW: Ulubiona piosenka?
DŁ: La Niña del Volcán. Mało znany utwór, ale warty odkrycia.
ŚW: Ulubione danie?
DŁ: Każde zrobione przez moją Mamę [śmiech]. Ale najbardziej leczo – w wegańskiej wersji.
ŚW: Nie jesz mięsa?
DŁ: Nigdy nie jadłam go dużo, a obecnie staram się jeszcze bardziej ograniczać.
ŚW: Ulubiony drink?
DŁ: Gin z tonikiem.
ŚW: Spodnie i golf czy sukienka?
DŁ: Zdecydowanie spodnie i golf.
ŚW: Gdybyś była zwierzęciem, byłabyś…
DŁ: Sarenką. Ludzie czasami mnie do niej porównują [śmiech].
ŚW: Gdybyś kandydowała w wyborach, jakie byłoby twoje hasło wyborcze?
DŁ: Grubo. Ciężkie pytanie… [zastanowienie] Na pewno dotyczyłoby równości i wyboru.
ŚW: Czego się boisz?
DŁ: [mini-pauza] Niespełnienia.
ŚW: Z wykształcenia jesteś architektką. Jaki jest twój ulubiony budynek w Śremie? (Pomińmy dom rodzinny.)
DŁ: Mam trzy ulubione: fara, kościół św. Ducha i kościół pofranciszkański (jako dziecko byłam dużą fanką wnętrz tego ostatniego). Jak widać, preferuję raczej starą część miasta.
ŚW: Czy pod architektonicznym względem, twoim zdaniem, Śrem jest ciekawym miastem?
DŁ: Mogę z pewnością powiedzieć, że mamy bardzo zróżnicowaną architekturę [śmiech]. Jeśli chodzi o zabudowę, ostatnio w Śremie kotłuje się już naprawdę wszystko. Myślę jednak, że nasze miasto jest interesujące, tylko trzeba wiedzieć, gdzie szukać prawdziwych perełek.
ŚW: Jakiś czas temu gościłaś w galerii śremskiego muzeum ze swoją wystawą „Ciepło”. Czy śremska społeczność jest artystycznie wrażliwa?
DŁ: Myślę, że – tak jak w każdym mieście – jest ona zróżnicowana. Choć akurat Śrem, w moim odczuciu, wybija się ponad średnią – zwłaszcza jeśli chodzi o głód artystycznych doznań i otwartość na sztukę mieszkańców.
Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie odbiór mojej wystawy. Pojawiło się wiele osób (nie tylko moich znajomych [śmiech]), które – poza tym, że chciały obejrzeć moje dzieła – pragnęły porozmawiać ze mną (i między sobą) na temat sztuki. Organizacja wydarzeń kulturalnych jest mocną stroną naszego miasta.
Moim zdaniem śremski światek artystyczny żyje i ma się dobrze. Może nie dociera on do każdego, ale na pewno każdy, kto chce z niego coś wyciągnąć, ma taką możliwość.
W zasadzie ilekroć wracam do Śremu, tylekroć wysyłam moim poznańskim znajomym mnóstwo „relacji” pt. „jestem na koncercie, jestem na spektaklu, jestem na…”. Nieraz więcej nowych rzeczy odkrywam w Śremie, niż w Poznaniu [śmiech].
ŚW: Twój dziadek jest poetą. W jakim stopniu twoje artystyczne zacięcie jest odziedziczone, a w jakim stanowi efekt twojej własnej pracy?
DŁ: Duża część mojej rodziny jest uzdolniona artystycznie. Mój chrzestny np. robi fantastyczne zdjęcia, a brat mojego taty jest grafikiem. Wychowanie w środowisku otwartym na sztukę z pewnością mnie ukształtowało, niemniej jednak sama musiałam wszystkiego się nauczyć.
ŚW: Do której z tych dziedzin ci bliżej: muzyka (grałaś na basie, śpiewałaś) czy aktorstwo (występowałaś w klipach i teledyskach)?
DŁ: [śmiech] „Występowałam” to duże słowo! Brałam udział w tego typu projektach zaledwie kilka razy. Myślę, że ważniejszą rolę w moim życiu odegrała muzyka. Trochę żałuję, że zarzuciłam tę pasję. Niestety na jakimś etapie życia (początek studiów) zabrakło mi na nią czasu. Ale za to odkryłam w sobie wówczas większe zamiłowanie do rysunku i malarstwa. Coś za coś.
ŚW: Twoje dzieciństwo to początek lat dwutysięcznych, Śrem. Jak wspominasz ten okres?
DŁ: Mam z tego czasu w głowie pewne migawki: zabawy między szarymi, nieocieplonymi jeszcze wtedy blokowiskami; place zabaw zrobione z metalowych, pstrokato pomalowanych rurek, chodzenie nad jezioro (mieszkałam blisko), zostawanie do późna na dworze na trzepaku i wołanie mamy, że trzeba już wracać. Moje dzieciństwo to były prawdziwe wakacje: nie musiało się nic robić i faktycznie nic się nie robiło. Brak telefonu, brak zobowiązań, cały dzień na dworze…
ŚW: Kiedy pierwszy raz się zakochałaś?
DŁ: Od zawsze byłam kochliwą osobą (i nadal trochę jestem). Pierwsze zakochanie? W przedszkolu!
ŚW: Bardzo szybko!
DŁ: To była trochę inna miłość [śmiech].
ŚW: A kiedy było pierwsze poważne zakochanie?
DŁ: Chyba gimnazjum. [zastanowienie] Ciekawe pytanie… Musiałabym dłużej pomyśleć. Już wiem, co będę robiła przed snem! [śmiech]
ŚW: Ile razy byłaś na Woodstocku?
DŁ: Muszę policzyć… [pauza] Z osiem razy.
ŚW: Co najbardziej pociąga cię w tym festiwalu?
DŁ: Zawsze lubiłam tam ludzi. Oczywiście jeździłam też dla koncertów, ale to chyba atmosfera całej imprezy najbardziej mi się podobała. Nigdzie indziej nie czuję się tak bezpiecznie i pozytywnie, obcując z obcymi osobami.
To było dla mnie naładowanie baterii, wytchnienie od dnia codziennego – pełnego spięć i problemów. Na Woodstocku zyskiwałam wiarę w to, że są ludzie dobrzy.
ŚW: Co cię wkurza w Śremie?
DŁ: Po pierwsze: bilbordy reklamowe. Są na każdym płocie i na każdym budynku. Po drugie: niektóre części Śremu są totalnie zapomniane i brakuje nawet chęci ich „reaktywowania”.
ŚW: Które na przykład?
DŁ: Ja w ogóle całą pracę magisterską poświęciłam Śremowi. Przesiedziałam sporo nad tym tematem, rozmawiając z ludźmi; robiąc ankiety. I wyszło mi z moich badań [śmiech], że właśnie obszar starego miasta jest mocno zaniedbany – dosłownie i w przenośni. Na szczęście – za sprawą powstających tam coraz częściej knajpek – ostatnimi czasy nieco odżywa. [pauza]
Trudno mówić mi o rzeczach, które mnie wkurzają. Im dłużej nie mieszkam w Śremie, tym większy mam do niego sentyment [śmiech]. Rzeczy, które mnie denerwują na pewno nie przeważają rzeczy, które w naszym mieście lubię.
Wspomnę jeszcze tylko o słabym oświetleniu niektórych miejsc. Niekiedy można błądzić po naszym mieście w absolutnych ciemnościach i nie jest to za fajne.
ŚW: Bardzo dziękuję za rozmowę.
DŁ: Ja też, było mi bardzo miło.
Wywiad pierwotnie opublikowano 7 stycznia 2022.
Zdjęcie | Radosław Łowicki